News

Życie rodzin dysfunkcyjnych już przed pandemią zostało w większości przypadków niemal całkowicie zdestabilizowane. U wielu uczennic i uczniów z już zdiagnozowanymi zaburzeniami psychicznymi długotrwała izolacja pogłębiła wcześniejsze problemy – opisuje prof. Małgorzata Janas-Kozik.

W jaki sposób pandemia COVID-19 oraz związane z nią zmiany w codziennym funkcjonowaniu odbiły się na kondycji psychicznej dzieci i młodzieży oraz dostępności opieki psychiatrycznej dla tej populacji wiekowej? Między innymi o tym dyskutowali eksperci podczas XXVI Konferencji Naukowo-Szkoleniowej Bieszczadzkie Dni Psychiatryczne, która odbyła się 21-23 października w Arłamowie.

Zgodnie z ogólnoświatowymi, ale też polskimi danymi, wzrosła ogólna zapadalność na schorzenia psychiczne w populacji rozwojowej. O ok. 30 proc. zwiększył się również odsetek dzieci i młodzieży szukających pomocy psychologów, psychiatrów i psychoterapeutów.


Znaczenie kontekstu środowiskowego

Jak zauważają eksperci, podstawową różnicą pomiędzy psychiatrią dzieci i młodzieży a psychiatrią osób dorosłych jest w przypadku tej pierwszej konieczność objęcia wsparciem nie tylko młodego pacjenta, ale całej jego rodziny. Stąd w systemie opieki psychiatrycznej dla dzieci i młodzieży tak istotny jest kontekst środowiskowy, który uwzględnia najbliższe otoczenie, w tym szkołę.

Jednym z pierwszych, krótkofalowych skutków pandemii COVID-19 dla psychiatrii dziecięcej był spadek liczby zgłaszających się po pomoc pacjentów, gdzieniegdzie nawet o 50 proc.

– Gdy wybuchła pandemia i wprowadzono lockdown, znacząco spadła liczba pacjentów. Oczywiście, przyczyn tego zjawiska można szukać również w ograniczonym dostępie do placówek ochrony zdrowia oraz różnorodnych form pomocowych. W mojej ocenie, spadek zgłaszalności pacjentów wynikał jednak także z przejścia nauczania na tryb zdalny i zamknięcia szkół – wskazuje prof. dr hab. n. med. Małgorzata Janas-Kozik, kierownik Katedry i Oddziału Klinicznego Psychiatrii i Psychoterapii Wieku Rozwojowego Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach, pełnomocnik ministra zdrowia ds. reformy psychiatrii dzieci i młodzieży.

Na przekonaniu, jak istotnym elementem wsparcia dla młodych osób są placówki systemu edukacji, została oparta koncepcja reformy psychiatrii dziecięcej. Jej podstawą jest stworzenie sieci środowiskowych poradni psychologiczno-psychoterapeutycznych, w których dzieci, młodzież i ich rodziny otrzymywałyby wsparcie w swoim środowisku domowym i szkolnym, dzięki współpracy psychologów i terapeutów z nauczycielami oraz poradniami psychologiczno-pedagogicznymi. Warto dodać, że tych ostatnich jest w Polsce ok. 1300.

– Środowiskowe poradnie psychologiczno-psychoterapeutyczne dla dzieci i młodzieży (I poziom referencyjny w reformowanej psychiatrii dzieci i młodzieży) to właśnie placówki, które powinny dzieciom i ich rodzinom oferować odpowiednie wsparcie. Aby to zafunkcjonowało, konieczny jest jednak jasny i precyzyjny podział zadań pomiędzy poradniami psychologiczno-pedagogicznymi a środowiskowymi psychologiczno-psychoterapeutycznymi dla dzieci i młodzieży – zaznacza prof. Janas-Kozik.


Destabilizacja życia rodzinnego

Wraz z zamknięciem szkół i wprowadzeniem lockdownu z powodu COVID-19 większość codziennych aktywności dorosłych i dzieci została przeniesiona do sfery domowej. Rodziło to konieczność reorganizacji życia rodzinnego. Co ciekawe, były też rodziny deklarujące, że w warunkach pandemii więzy rodzinne uległy zacieśnieniu.

– Praktyka potwierdziła pewną prawidłowość: jeśli przed COVID-19 rodzina funkcjonowała prawidłowo, pandemia nie wiązała się z kryzysem relacji pomiędzy jej członkami. Niestety, życie rodzin dysfunkcyjnych już przed pandemią zostało w większości przypadków niemal całkowicie zdestabilizowane. Skutkiem zamknięcia rodzin na nierzadko małej przestrzeni był koniec stabilności i przewidywalności. Rodzice i dzieci musieli odnaleźć się w nowej sytuacji, reorganizować przestrzeń i czas, tak aby możliwe było zintegrowanie różnych aktywności: pracy, nauki i wypoczynku przy jednoczesnym poszanowaniu potrzeby intymności poszczególnych członków rodziny – tłumaczy specjalista psychiatrii dzieci i młodzieży.

Jak dodaje, w przypadku zdecydowanej większości rodzin harmonijne i prawidłowe funkcjonowanie w takich warunkach było bardzo utrudnione lub niemożliwe. Spędzanie ze sobą tak znaczącej ilości czasu zamiast wzmocnić więzi, nierzadko jedynie je nadszarpnęło.


Frustracje związane z nauką zdalną

Przed COVID-19 utarł się pogląd, że dzisiejsze pokolenie dzieci i młodzieży przedkłada relacje wirtualne nad te w świecie realnym. Dopiero pandemia i rezygnacja z nauki stacjonarnej na rzecz zdalnej zweryfikowała to błędne przekonanie. Izolacja i ograniczenie aktywności społecznej zdecydowanie negatywnie wpłynęły na kondycję najmłodszej wiekowo populacji. Co więcej, nauka zdalna wiązała się z doświadczeniem ogromnego i długotrwałego stresu zarówno dla uczniów i rodziców, jak i nauczycieli.

– Fundacja Szkoła z Klasą przeprowadziła duże badanie ankietowe wśród nauczycieli z różnych poziomów nauczania i rodzajów szkół. Przed pandemią COVID-19 jedynie 15 proc. z nich miało jakiekolwiek doświadczenie z edukacją zdalną. Zdecydowana większość nie posiadała odpowiedniego sprzętu ani umiejętności, które umożliwiałyby prowadzenie lekcji online na zadowalającym poziomie. Z bardzo podobnym problemem zmierzyli się także uczniowie, szczególnie z mniejszych miejscowości i biedniejszych rodzin, nie mogąc uczestniczyć w lekcjach np. z powodu braku komputera lub przestrzeni do nauki – wskazała prof. Janas-Kozik.

Według jej relacji, nauczyciele doświadczali ogromnego napięcia związanego z wymuszonym trybem edukacji zdalnej, które wynikało z wykonywanego zawodu, ale też konieczności przyjmowania na siebie frustracji uczniów i ich rodziców. – W większości szkół partnerska współpraca nauczycieli i rodziców to fikcja. Nauczyciele czują się więc osamotnieni, negatywnie oceniani i pozbawieni instytucjonalnego wsparcia. Część z nich doświadcza z tego powodu zaburzeń psychosomatycznych – dodała psychoterapeutka.

Rodzice także mieli problem z odnalezieniem się w nowej sytuacji, często więc przerzucali odpowiedzialność za negatywne emocje własnych dzieci na nauczycieli.


Ujawnienie wcześniejszych zaburzeń i znikanie z systemu

Nauczyciele, którzy wzięli udział w badaniu Fundacji Szkoła z Klasą, wskazywali, że ich uczniowie odczuwają ogromny stres, tęsknotę za klasą i codzienną rutyną. Obniżeniu nastroju sprzyjała też, zdaniem nauczycieli, ograniczona aktywność fizyczna.

– U wielu uczennic i uczniów z już zdiagnozowanymi zaburzeniami psychicznymi długotrwała izolacja pogłębiła wcześniejsze problemy. Dotyczyło to przede wszystkim dzieci leczonych na depresję, zaburzenia odżywiania oraz dzieci z zaburzeniami ze spektrum autyzmu. Część młodych ludzi została pozbawiona możliwości odbywania terapii lub spotkania ze szkolnym terapeutą nie odbywały się w takim wymiarze jak w regularnym trybie nauki w szkole. Niejednokrotnie, nawet jeśli takie wsparcie było oferowane w formie zdalnej, dzieci nie chciały rozmawiać o swoich problemach przy domownikach – zwraca uwagę prof. Janas-Kozik.

Innym alarmującym zjawiskiem na styku edukacji i ochrony zdrowia było „znikanie” dzieci z systemu. Według informacji zebranych przez Fundację Szkoła z Klasą, był to problem niezwykle częsty i dotykający młodzież niemal na każdym etapie edukacji. Z przywołanych przez prof. Janas-Kozik danych wynika, że aż 48 proc. nauczycieli szkół podstawowych, liceów i techników deklarowało, iż w trakcie prowadzenia przez nich zdalnych lekcji „zniknęło” co najmniej jedno dziecko. Zjawisko było jeszcze bardziej rozpowszechnione w szkołach branżowych, gdzie doświadczyło go 58 proc. nauczycieli. Jak dodaje profesor, w przypadku tej grupy uczniów częsta była rezygnacja z nauki na rzecz podjęcia pracy zarobkowej, co nierzadko wymuszała utrata pracy z powodu pandemii przez rodziców.

– Problem „znikania” dzieci z systemu przybierał różne formy. Część uczniów nie pojawiała się na lekcjach online, nie odczytywała wiadomości z zadaniami albo nie otwierała załączników z pracami domowymi. Często tacy młodzi ludzie nie odsyłali zadań albo robili to sporadycznie – wymieniała ekspertka.


Nieśmiali rozkwitają, aktywni marnieją w pracy online

Jak dodaje prof. Janas-Kozik, w początkowych tygodniach pandemii i spowodowanej nią izolacji stosunkowo dobrze w nowych warunkach poradziły sobie dzieci z zaburzeniami lękowymi, ze spektrum autyzmu i te z problemami w nawiązaniu prawidłowej więzi z rówieśnikami. Było to jednak czasowe, dziś ta właśnie grupa młodych ludzi potrzebuje szczególnego wsparcia, ponieważ izolacja i utrata codziennej rutyny bardzo negatywnie odbiła się na ich psychicznej kondycji.

W tym kontekście warto kolejny raz przywołać badania Fundacji Szkoła z Klasą. W większości wypełnionych przez nauczycieli ankiet pojawił się wątek uczniów, którzy zaczęli o wiele lepiej funkcjonować w trybie nauki zdalnej. Dotyczyło to przede wszystkim uczniów dotychczas postrzeganych jako dzieci bardziej wycofane, nieśmiałe i mniej aktywne. Wielu nauczycieli zaobserwowało, że tacy uczniowie na lekcjach online są często bardziej aktywni, w większym stopniu potrafią skupić się na nauce, czego efektem było poprawienie wyników. Niestety, jak akcentuje prof. Janas-Kozik, nauczyciele zauważyli także rewers tego zjawiska, czyli pogorszenie szkolnego funkcjonowania dotychczasowych klasowych liderów, dzieci najbardziej aktywnych, które karmią się atencją otoczenia, ale też nierzadko potrzebują stałego, bezpośredniego nadzoru nauczyciela, aby motywować się do nauki.


Wzrost zachowań agresywnych, opozycyjności i drażliwości

– Z przeprowadzonej kilka miesięcy temu przez mój zespół wstępnej analizy pełnotekstowej artykułów dotyczących wpływu pandemii COVID-19 na stan zdrowia dzieci i młodzieży, wybranych z bazy PubMed, wynika, że w warunkach pandemii obserwuje się istotny wzrost nasilenia zachowań agresywnych, opozycyjności oraz drażliwości w grupie dzieci i młodzieży. Problem ten dotyka w szczególności tych z rozpoznaniem zaburzeń hiperkinetycznych – zauważa psychoterapeutka.

Zaznacza jednak, że drażliwość może być nie tylko objawem zaburzeń psychicznych, ale też zachowaniem specyficznym dla kryzysu adolescencyjnego. – W porównaniu z okresem przed COVID-19 zwiększyła się częstość zaburzeń lękowych i zaburzeń nastroju. Nasza analiza dobitnie pokazała, jak istotnym czynnikiem ryzyka jest brak wsparcia ze strony najbliższego otoczenia, przede wszystkim rodziny i szkoły – wskazuje prof. Małgorzata Janas-Kozik.

Jak się okazuje, tym, co w istotny sposób redukowało ilość zachowań agresywnych oraz nadruchliwość, była regularna aktywność fizyczna.

Emilia Grzela

Uwaga! +48 22 25 71 145 to nowy numer, z którego nadawany jest komunikat o objęciu kwarantanną osób, które znajdując się w bazie EWP i mają nałożoną kwarantannę. W przypadku pytań o COVID-19 albo wyjaśnienia statusu kwarantanny prosimy dzwonić pod numer +48 22 25 00 115.

Pandemia COVID-19, poza brakami w systemie opieki psychiatrycznej nad dziećmi i młodzieżą, uwidoczniła także deficyty w relacjach młodych ludzi z rodzicami i opiekunami. Czy zatem zawiedliśmy nasze dzieci?

Dyskutując o długofalowych skutkach pandemii COVID-19 eksperci bardzo często zwracają uwagę na jej konsekwencje dla dobrostanu psychicznego i somatycznego dzieci i młodzieży, wynikające z kryzysowej sytuacji, rozluźnienia więzi z rówieśnikami, izolacji i nauki w trybie zdalnym. Okazuje się jednak, że dorośli zbyt często obwiniają za kryzysy psychiczne młodych ludzi okoliczności zewnętrzne, nie przyjmując do wiadomości, że źródeł wielu z nich należy szukać raczej w nieprawidłowej relacji rodziców i opiekunów z dziećmi.

COVID-19 dotknął każdej sfery życia dzieci

Już przed wybuchem pandemii COVID-19 w marcu zeszłego roku wiele mówiło się o nie najlepszej kondycji psychicznej dzieci i młodzieży. Rosła w tej grupie zapadalność na zaburzenia psychiczne, a w parze z tym groźnym trendem szła zapaść psychiatrii wieku rozwojowego, z którą – mimo rozpoczętej reformy – nadal się zmagamy. COVID-19 odbił się na życiu tej populacji w niemal każdej jego sferze.

– 17 proc. z 71 mln zakażeń SARS-CoV-2 w 107 krajach świata, dla których były dostępne dane o wieku zakażonych osób, dotyczyło dzieci i młodych przed 20. rokiem życia. Ponadto co najmniej 1 na 3 dzieci z populacji światowej nie było w stanie uczestniczyć w edukacji zdalnej. Wynikało to z różnych przyczyn: np. część dzieci nie miała dostępu do sprzętu umożliwiającego zdalną naukę, część zwyczajnie wstydziła się tego, jak wygląda ich rodzinny dom, lub tego, że jest w nim obecna przemoc. 1 na 7 dzieci żyło przez większą część ubiegłego roku w społecznej izolacji – przytoczyła dane pochodzące z raportu UNICEF z 2021 r. dr Ewa Odachowska-Rogalska, kierownik Zakładu Psychologii Klinicznej Dzieci i Młodzieży Instytutu Psychologii Akademii Pedagogiki Specjalnej.

Dodatkowo znacznemu ograniczeniu uległ dostęp do opieki psychiatrycznej – pandemia ten deficyt spotęgowała. Jak podkreśliła ekspertka, negatywne konsekwencje COVID-19 padły w Polsce na podatny grunt.

– W 2019 r. co piąte dziecko w Polsce miało zaburzenia psychiczne. Te dane różnią się nieco w zależności od raportów i opracowań, ale w każdym są bardzo wysokie. To, co zaobserwowałam we własnej praktyce i co pokrywało się z obserwacjami środowiska, to fakt, że wiele nowych zaburzeń stało się próbą wyjaśniania deficytów w opiece rodzicielskiej. Swego czasu mieliśmy do czynienia z nadreprezentacją dzieci z zaburzeniami ADHD, dziś mamy nadreprezentację zaburzeń ze spektrum autyzmu. Tymczasem wiele badań, w tym to realizowane przeze mnie, pokazuje, że wiele tych zaburzeń koreluje z silnym i długotrwałym stresem. W wielu przypadkach zasadna jest więc diagnostyka różnicowa w kierunku zespołu stresu pourazowego – powiedziała dr Ewa Odachowska-Rogalska.

Wzrosła zapadalność na zaburzenia lękowe i depresyjne

Zgodnie z przekazanymi przez ekspertkę danymi, w 2017 r. Polska zajęła drugie miejsce wśród państw Europy pod względem samobójstw osób nieletnich. W 2018 r. 772 dzieci dokonało zamachu samobójczego, z czego 26 dzieci było w wieku 7-12 lat.

– Najbardziej aktualne dane nie zostały jeszcze opracowane, ale już wiadomo, że wskaźniki nie są dobre. Na to nakłada się problem kryzysu psychiatrii dziecięcej, który w pandemii jedynie się pogłębił. Wzrosło znacząco rozpowszechnienie depresji wśród dzieci i młodzieży, część opracowań szacuje ten wzrost na poziomie 37 proc. Według Światowej Organizacji Zdrowia na zaburzenia psychiczne cierpi od 10 do nawet 20 proc. dzieci na świecie – wskazała dr Ewa Odachowska-Rogalska.

Z zaprezentowanych przez specjalistkę danych wynika, że w grupie wiekowej 6-12 lat na zaburzenia depresyjne cierpi nawet 2 proc. dzieci – u większości z nich stwierdza się również współistniejące zaburzenia lękowe.

Co wpływa na zdrowie psychiczne dzieci?

Początek COVID-19 przypadł na moment i tak bardzo dla polskiej psychiatrii trudny: niekorzystne trendy w zakresie zapadalności, stałe niedofinansowanie i braki kadrowe oraz ledwie rozpoczęte pilotaż centrów zdrowia psychicznego dla pacjentów dorosłych oraz reforma psychiatrii dziecięcej. Oznaczało to skumulowanie dodatkowych czynników ryzyka w postaci: nauka zdalna, izolacja, praca zdalna rodziców, pogorszenie warunków bytowych i lęk o przyszłość.
– Dziecko jest odpowiedzią na kontekst. Jeśli w kontekście jest wszystko w porządku, ma możliwość rozwoju w sposób zrównoważony. Na realizację zadań rozwojowych mają wpływ zarówno czynniki biologiczne, jak i społeczne czy psychologiczne. Ważna jest oczywiście także charakterystyka samej rodziny. Na to wszystko nałożyły się czynniki związane z pandemią. (…) W sytuacji internalizacji tych problemów dochodzi do zaburzeń w dużej mierze dotyczących stanu emocjonalnego, czyli np. depresji, zaburzeń lękowych i autodestruktywnych (np. zaniedbanie zdrowotne), samookaleczeń czy tendencji samobójczych. W przypadku eksternalizacji problemów mamy z drugiej strony do czynienia z zachowaniami agresywnymi, nieradzeniem sobie ze złością – wyjaśniła ekspertka.

Model radzenia sobie z kryzysem psychicznym jest wypadkową bardzo wielu czynników. Przyjmuje się, że chłopcy i starsze dzieci częściej reagują w modelu pobudzenia (m.in. agresją), a młodsze dzieci i dziewczynki w modelu dysocjacyjnym (przejawiającym się m.in. w tłumieniu emocji).


Reakcja na COVID-19 na osi czasu

Ekspertka podkreśliła, że wraz z upływem czasu reakcja psychoemocjonalna na pandemię oraz wymuszone przez nią zmiany w codziennym funkcjonowaniu zmieniała się. W pierwszej fazie jedną z reakcji było np. zadowolenie z rezygnacji z nauki stacjonarnej.

– W późniejszym czasie pierwszej fali, czyli mniej więcej od czerwca, dzieci, młodzież i dorośli zaczęli intensywniej odczuwać wzrost obciążenia nauką i pracą w trybie zdalnym. 50 proc. uczniów oceniała naukę zdalną jako mniej atrakcyjną, 25 proc. deklarowało problem z przyswojeniem materiału tą metodą. Ponadto 50 proc. wskazywało na pogorszenie się relacji rówieśniczych z koleżankami i kolegami z klasy, co z czasem się pogłębiało i miało znaczący wpływ na ich psychiczną kondycję – wskazała dr Ewa Odachowska-Rogalska, powołując się na badanie Instytutu Profilaktyki Zintegrowanej z kwietnia 2020 r.

Jak dodała, w tej fazie pandemii wiele dzieci zaczęło się także skarżyć na zmęczenie wywołane siedzeniem przy komputerze, stale spływającymi powiadomieniami i przeładowanie informacjami. Co więcej, nauka zdalna bardzo źle odbiła się na codziennej rutynie. Druga fala pandemii została przez ekspertkę określona jako czas permanentnego napięcia i stresu, które utrudniały realizację naturalnych rozwojowych potrzeb.

– Jedna trzecia dzieci w wieku 13-17 lat określiła swój stan psychiczny jako zły, według raportu Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę z września ubiegłego roku. Adolescenci zgłaszali lęk o swoje zdrowie, problemy z radzeniem sobie negatywnym samopoczuciem. Pogorszyły się także relacje z rodzicami. (…) Początkowy okres pandemii miał też w części rodzin pozytywne skutki dla relacji rodzic-dziecko – powiedziała ekspertka.

Kolejnym problemem mającym negatywny wpływ na psychiczną kondycję dzieci i młodzieży była eskalacja przemocy, szczególnie w rodzinach z przypadkami uzależnień i chorób psychicznych. Spadła wprawdzie liczba wypełnionych formularzy wszczynających procedurę Niebieskiej Karty, ale wzrosła liczba interwencji telefonicznych – dzieci zamknięte w domach ze sprawcami przemocy często tylko tą drogą mogły zgłosić zachowania przemocowe.

Emilia Grzela